Koncert One Direction w Düsseldorfie 02.07

Kilka osób chciało „sprawozdanie” z koncertu i lotniska, więc uznałam, dlaczego niby nie. Miłego czytania! :)

Do Düsseldorfu przyjechałyśmy z Ce dzień przed koncertem. Po tym, jak dojechałyśmy na miejsce poszłyśmy coś z jeść, po czym autobusem pojechałyśmy do miejsca noclegu. W czasie drogi dowiedziałyśmy się, że w Starbucksie obok którego byłyśmy 10 minut temu był Josh. Tego samego dnia w nocy poszłyśmy szukać hotelu teamu chłopaków (zespół przyjechał wcześniej, chłopcy dopiero w dzień koncertu), bo podobno nocowali w pewnym blisko nas. Gdy go nie znalazłyśmy poszłyśmy jeszcze pod Hiltona, ale nie wyglądało na to, by tam byli. Wróciłyśmy więc do domu.

Następnego dnia wstałyśmy o 6 i wyszykowałyśmy się na lotnisko, na które przez godzinę szłyśmy na nogach, bo nie chciało nam się szukać autobusu. Wzięłam ze sobą nawet moje zdjęcia z chłopakami z 1D (wiedziałam, że to mało prawdopodobne, ale na wszelki wypadek), bo chciałam mieć na nich autografy. Było tam już trochę fanek 5sos (ale też nie aż tak wiele) i obstawiałyśmy loty z Londynu. Z Ce sprawdzałyśmy również loty ze Szwecji, ponieważ Harry miał przylecieć sam, ale jedyny lądował o 16:50, a my musiałyśmy być już wtedy na arenie. Przez dwa pierwsze loty z Londynu nic ciekawego się nie działo. Poszłyśmy z Ce naładować telefony i przez jakiś czas siedziałyśmy na ziemi przy gniazdkach, gdy nagle usłyszałyśmy piski. Zerwałyśmy się i pobiegłyśmy w tamtym kierunku. Okazało się, że ludzie, którzy wysiadali z samolotu z Londynu (było też parę fanek 5sos) mówili, że jest tam chłopak z zielonymi włosami (wiadomo) i, że zaraz będą wysiadali. Ochroniarze również mówili, że zaraz wyjdą, tylko mamy zrobić przejście. Stałyśmy wszystkie spokojnie, przejście było zrobione, gdy po jakimś czasie ochroniarz powiedział, że nie wyjdą i poszli vipem. Podobno już są za sławni, by wychodzić do fanów. Przesiedziałyśmy tam z 7 godzin na nic, więc trochę załamane postanowiłyśmy jechać już pod arenę.

(tu chciałyśmy zrobić selfie, a zobaczyłyśmy, że ktoś idzie haha)

Pojechałyśmy pod arenę około 15. Na dworcu jak czekałyśmy na tramwaj na arenę było dużo fanek, a ochroniarz przechodzący obok nas zobaczył moją bluzkę i zaczął krzyczeć “AAA ONE DIRECTION ONE DIRECTION”.  W sumie przed areną nie działo się  nic poza tym, że wjazd na arenę był otwarty (w sensie prywatny) i stał tylko jeden ochroniarz, dlatego chciałyśmy się z Ce wbić, ale odpuściłyśmy. Widziałyśmy też czarnego vana wyjeżdżającego z tamtego wyjazdu, który potem wracał, więc wydaje nam się, że odbierał Harry’ego z tego lotu, o którym pisałam wcześniej. 

Kolejna na arenę była niesamowicie długa, a nas bolały nogi po stanu na lotnisku, ale co tam. Na arenę dostałyśmy się przed 18, po godzinie stania w kolejce, więc nie było najgorzej. Tylko byłyśmy strasznie głodne, bo jedyne co jadłyśmy przez cały dzień to bułka z kruszonką o 11 rano na lotnisku.

Kiedy trafiłyśmy na swoje miejsca najpierw nie mogłyśmy uwierzyć, że jesteśmy aż tak blisko, bo byłyśmy pewne, że będziemy o wiele dalej i o wiele wyżej, jednak okazało się, że jest o wiele lepiej. Byłyśmy strasznie zniecierpliwione, gdy leciały reklamy i teledyski, ale i tak śpiewałyśmy Olly’ego, LM i 5sos (puszczają ich w reklamach na arenie częściej niż reklamy perfum czy dvd 1d, haha). Jakoś o 18:50 na scenę wyszło 5sos. Zaśpiewali 10 piosenek, z których (przyznam się) znałam około 3, bo jakoś niespecjalnie ich słucham. Byłam też wkurzona przez sprawę na lotnisku, bo tym wszystkim fankom tak bardzo zależało i jak dla mnie nie zachowali się zbyt dobrze wobec nich, no ale co zrobić…

Po zaśpiewaniu swojej playlisty zeszli ze sceny i jakoś po 30 minutach pokazał się opening One Direction. W tamtym momencie praktycznie umierałam ze szczęścia, radości, zdenerwowania i wszystkiego innego. Gdy ich zobaczyłam to miałam ochotę po prostu się poryczeć, bo kocham ich tak, bardzo, a dla nich jestem praktycznie nikim. Na widowni było dużo polskich i niemieckich flag, było też parę innych, ale tych najwięcej. Przy Don’t Forget Where You Belong była niemiecka akcja z flagą niemiec, która wyszła niesamowicie.

 Chłopcy jak zwykle powiedzieli, że to był jeden z najlepszych koncertów, ale tym razem zachowywali się jakoś inaczej, Niall i Harry powiedzieli, że jeszcze w tym roku (pod koniec roku podobno) wrócą do niemiec, Liam powiedział, że według niego to jak na razie najlepszy koncert trasy i, że jest pewien, że niedługo wrócą. Co chwilę mówili również, jak im się tu podoba, Liam pozdrawiał swojego kierowcę z niemiec i powiedział, że Dusselforf jest piękny. To najlepsze, co mogłam usłyszeć, że tak bardzo im się tu podoba (zanim zaczną się hejty, mieszkam w niemczech, więc to jasne, że zależy mi, by im się tu podobało). Jestem jedynie załamana, że nie nagrałam tej przemowy Liama ze zdaniem „this is being my favourite show of the tour so far”, bo była taka cudowna, a na youtubie jeszcze nikt nie wstawił dobrej wersji, nie tracę jednak nadziei, bo strasznie mi na tym filmiku zależy. Jedyny filmik, na którym słychać przynajmniej to zdanie to https://www.youtube.com/watch?v=WYaiHl3I6fI To wszystko było takie niesamowite, że są tak blisko, to, że tańczą jak idioci (aka jak to oni), to, że Harry jak zwykle musiał zrobić coś dziwnego i jadł na scenie banana i tak dalej. Louis w pewnej chwili wyskoczył nawet do toalety i chłopcy musieli zagadać widownię, co było mega słodkie. Niall chodził z kulą pod koniec koncertu i już myślałam, że sobie coś zrobił skacząc tak po scenie, ale okazało się, że była sztuczna i rzucona przez fankę. Liam mu ją zabrał i sobie z nią tańczył. Harry jadł sobie banana na scenie, jak to Harry, nic nowego. Potem kazał nam śpiewać różne rzeczy, najpierw normalne, a potem już jakieś „lalala” i „something else”, ale uznał, że jesteśmy fabulous. Widać było, że Liam był wzruszony, gdy w pewnym momencie przestał śpiewać, a my śpiewaliśmy dalej za niego. Pod koniec fanka wrzuciła na scenę polską flagę, a on ją podniósł i oglądał. Harry wskoczył również na głośniki, a potem wskakując na scenę prawie spadł, brawa dla pana Stylesa! Ogólnie dużo żartowali i byli strasznie słodcy. Strasznie szybko to wszystko przeleciało, zanim się obejrzałam już było po wszystkim i biegłyśmy przed arenę do barierek, za którymi stały busy. Stałyśmy tam przez godzinę, ale okazało się, że chłopcy od razu po koncercie odjechali vanami na lotnisko. 

Za każdym razem, gdy słyszę ich na żywo jestem zachwycona. Są równie dobrzy co na płytach, mają piękne głosy i są wyjątkowi, bo robią na scenie co chcą. Nie potrzebują choreografów, tancerzy i zmieniania stroi co piosenkę, przez co cały czas utrzymują kontakt z widownią, a nie znikają. Nie da się tego wszystkiego tak po prostu opisać, bo to nie to samo.

Przepraszam, jeśli o czymś zapomniałam, ale tyle tego było, że sama nie jestem w stanie ogarnąć. Filmiki i zdjęcia będą się pojawiały na moim instagramie http://instagram.com/demstory, a pytania możecie zadawać na twitterze @demstory. Kocham x

"- Dlaczego palisz tak cholernie szybko?
- Wszyscy palicie dla przyjemności. Ja palę po to, aby umrzeć."

Miles H. i Alaska Y. - John Green "Szukając Alaski" (via freedominmyhead)

"Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiasz sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, żeby uciec od teraźniejszości."

John Green  (via notredesir)